Od 1 stycznia 2026 r. próg stosowania ustawy Pzp wzrósł ze 130 tys. do 170 tys. zł, co miało odciążyć samorządy i ułatwić zakupy. Zamiast tego zamawiający stworzyli dziesiątki wewnętrznych regulaminów i formularzy. Państwo podniosło próg w ustawie, ale zapomniało obniżyć poziom lęku urzędnika przed kontrolą.
Ustawa Pzp nie obowiązuje. Biurokracja została
Zamówienia do 170 tys. zł: deregulacja czy powrót prawa powielaczowego?
170 tysięcy miało coś zmienić
Ale przecież środki publiczne nadal trzeba wydawać racjonalnie
Tymczasem budujemy własne mini-Pzp
Najbardziej polska zasada: muszą być co najmniej dwie oferty
Rozeznanie rynku to nie rytuał
Regulamin miał pomagać. Zaczął zastępować ustawę
A kontrola siedzi przy stole, zanim jeszcze przyjdzie
Najbardziej cierpią małe jednostki
Tracą również mali przedsiębiorcy
Prosty zakup powinien być prosty
Jedna kartka zamiast siedmiu załączników
Trzeba zacząć kontrolować efekt, a nie liczbę dokumentów
UZP pokazuje dobry kierunek
Podnieśliśmy próg. Teraz trzeba podnieść zaufanie
Źródła:
Grzegorz Bebłowski
Doświadczony ekspert w dziedzinie zamówień publicznych, działający w branży od 2007 roku. Jako pełnomocnik Ogólnopolskiego Porozumienia Organizacji Samorządowych, przyczynił się do istotnych zmian legislacyjnych, co zostało docenione medalami i wyróżnieniami. Posiada solidne wykształcenie prawnicze i ekonomiczne z Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego oraz Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie.
Jako biegły sądowy i członek Polskiego Stowarzyszenia Rzeczoznawców i Biegłych Sądowych, publikuje artykuły i bierze udział w debatach branżowych, dbając o najwyższe standardy etyczne w swojej pracy.
Zapraszam do innych publikacji
W zamówieniach publicznych wciąż łatwiej obronić bezczynność niż decyzję gospodarczą. Państwo traci miliony na zerwanych kontraktach i ponownych przetargach, byle nikt nie zarzucił urzędnikowi, że legalnie zmienił umowę. Czas zacząć rozliczać koszty zaniechania
Rażąco niska cena to jedno z najbardziej kontrowersyjnych pojęć w zamówieniach publicznych. Grzegorz Bebłowski analizuje, kiedy zamawiający powinien wezwać wykonawcę do wyjaśnień i jakie pułapki kryją się w przepisach i orzecznictwie.